blog

Dwa batony w plecy!


Dietę mam - ot co!
Nie żrę, biegam, pocę się! 
To są moje nowe słowa klucze.
Klucze do sukcesu.

Rozwalona na pół pokoju karimata ma mnie kusić i zachęcać. 
Póki co głównie śmierdzi, bo pojedyncze zrywy ćwiczebne zostawiły na niej potne aromaty.
Drążek leży w kącie, po tym jak jakiś czas temu zerwał się razem ze mną i pierdolnął (też ze mną) w szafę. Przynajmniej drążek wyszedł z tej opresji bez większych uszczerbków.

Poza tym:

Zdrowe żywienie, pięć posiłków dziennie. 
Tylko mi portretu Krzysztofa Ibisza nad łóżkiem brakuje jeszcze.

Wszystko niby spoko, chudnę cudne i w ogóle. 
Nie przewidziałem tylko, że nagle zaczną mi z dupy wszystkie spodnie zjeżdżać. Tego, że będę je sobie musiał co dwa kroki podciągać w obawie przed publicznym obnażeniem też nie.
Zapomniałem także z tego całego grubiaństwa (70,1kg!! :-0), że wcale nie tak łatwo kupić spodnie z romiarem <30.
Bo gdzie takie kupić? No gdzie? Na dziale dziecięcym? Damskim?!

I jak tak sobie przypomniałem o tym wszystkim to motywacja mi jakoś spadła. Czekoladę otworzyłem i falą słodyczy się teraz zalewam. Tak na pocieszenie oczywiście...

Dziurek w pasku (a potrzebuje już ze 3 nowe w każdym jednym) zrobić sam (chyba) jeszcze nie umiem. Zadanie na jutro: Google it!

Poza tym w galerii dzisiaj byłem. 

Handlowej oczywście.

Tak mnie jakoś po szkoleniu wzięło bo w przyplywie irracjonalnych uniesień stwierdziłem, że lepiej wydać 130 zł na bele co, płacąc kartą niż zapłacić 3 zł prowizji za tą właśnie kartę. Moja logika czasami zadziwia nawet mnie samego.

Nie umiem wydać 130 zł kartą na byle co. Szczególnie jak nic mi się nie podoba.
Nie wydałem... dwa batony poszły się jebać!


2012-04-16 21:13:30 skomentuj (0)
szałowe nowości!

Nauczyłem się nie reagować na pewne rzeczy. Choć czasem cały się w środku aż drę i rozwalam, żeby coś powiedzieć, zrobić, krzyknąć choćby albo tupnąć, albo kopnąć tam gdzie najbardziej boli. Tam gdzie się kończy dupa na przykład.

To nie robię. I nie będę już. Emocje na wodzy trzymać będę. Decyzje podjęte, słusznie czy niesłusznie, ostatecznie zapadły jak klamka i wracać do nich sensu nie ma. Zamknięte rozdziały są domknięte przecież i nawet kurzu z nich ścierać nie chcę. Do przodu teraz. Do przodu!

A dziać się trochę będzie w najbliższym czasie nadchodzącym. Od poniedziałku nowa robota. Nowe wyzwanie. Horoskop mówi (a nie wiem czy mu wierzę), że na początku będzie biednie (bo będzie, wypłata nie rozpieści mnie na starcie za bardzo), ciężko (dużo nowego, dużo wyzwań, wysokie wymagania) i brak wzomcnień pozytywnych (pochwał i takich tam). Ale w październiku jakoś mam być już bogaty, szczęśliwy i doceniony. Także rękawy podwijam i się będę brać. Do roboty!

A dzisiaj wieczór sylwestrowy na dziko. Ale myślę, że będzie iście zajebiście. Bo jakże by inaczej być miało. Przecież będę tam ja, będzie stęskniony i Pani A. będzie! 

Wieczór sylwestrowy sponsoruje w tym roku Biedronka. 

I rodzice... :P

2011-12-31 13:46:37 skomentuj (0)
X - (dla) -mas(s)

nie przejadam się, nie włączyłem telewizora.

czytam, słucham, odwiedzam.

Prezenty w większości trafione. Zastanawiam się tylko kto ode mnie odkupi na allegro koszulkę co to ani trochę w moim stylu. Ale metke ma, nie taką tam zwykłą metkę nawet. To może się jednak sprzeda. W końcu są i tacy dla których nie musi być ładne. Z metką być musi! Ale łatwiej i tak było sprzedać maszynkę elektryczną. I kasa z tego lepsza. Tak sobie myślę teraz, że jak się kupuje prezent nietrafiony to warto sprawdzić na allegro czy jest zbyt chociaż na to tałatajstwo. Jak jest to można dawać. Tak myślę.

Mama dostała dwa takie same perfumy. Jeden bez nakrętki. Trzeci tata schował w szafie tuż po tym jak dowiedział się, że kupiłem mamie to samo. Ze stryjem zgadać się nie zdążył, ja zresztą też nie. Stąd cały ambaras. No to mama ma teraz dwa, i trzeci w szafie skitrany do podarowania, kiedy dwa poprzednie się skończą. Zapachu więc szybko raczej nie zmieni. No chyba, że patrz wyżej -> fragment o prezentach nietrafionych.

Tata sprawy bieliźniane i jakieś cudo do TV co to łapie WiFi. Tylko nikt za bardzo nie wie jeszcze po co nam wifi w telewizorze. Ja to nawet nie wiem po co nam taki duży TV. Ale chcieli to mają. Ja go oglądać nie umiem, skupić się nie mogę bo jak patrzę w prawy górny róg to w lewym dolnym coś się dzieje czego nie widzę bo w inne miejsce patrzę przecież. I ciągle mam wrażenie, że coś mnie omija. Dziadostawo. Chyba jestem już za stary na nowe technologie. 

Stryjek plyty, które ojciec zdążył sobie przegrać zanim jeszcze podarował. Jak co roku zresztą. I alkomat. Prezent niby głupi, ale jednak nie do końca.

Netbook wreszcie ma chłodzenie, dobrze mu to robi. Teraz już legalnie na łóżku leżać może. I leży z boku. Przygląda się temu co robię. Czasem coś wygrzebać pomoże. Stęskniony trafił dobrze. Prezenty otwieraliśmy na skypie, bo się w wigilie w tym roku nie widzieliśmy. Radości kupę. Mam nadzieję, że mu się prezenty podobają. Tak wyglądało w kamerce i mam nadzieję, że na prawdę też tak jest. I że używać będzie, i że już używa.


Ze stęsknionym się kłócimy. Cały czas. Nie wiem czemu. Nie wiem po co... ale już chyba za dużo. Już chyba dość. Już dobrze być powinno. Bo co za dużo, to nie zdrowo. O!

Nową płytę mam. Fajną taką. Z boku wrzucam, koło Danki Wałęsowej w wersji książkowej czytanej obecnie.

But mi pękł. Znowu pójdzie na wymianę reklamacyjną, tylko jeszcze jakby nie wiem na jakie to bym buty chciał wymienić. Pewnie takie same albo podobne, bo przyzwyczajam się do rzeczy. Poza tym nie lubię przecież butów kupować, wybierać, przymierzać.
Podobnie jak innych części garderoby do których przymierzania trzeba ściągać buty (czyt. spodnie).

Wracam do książki bo się późno robi.

A tu życzę już dobrołnoc.

2011-12-25 23:23:26 skomentuj (0)



kod html